[ Pobierz całość w formacie PDF ]
EWA SNIHURimi� w�aI CENTRUM HANDLOWE BERSERICKOczy wampira zal�ni�y hipnotyzuj�co. Gebrid� odwr�ci�wzrok i b�yskawicznie si� uchyli�. Dlatego pazury napastnika przeci�ypowietrze. Stw�r zasycza� ze z�o�ci� i spr�bowa� chwyci� ch�opaka za rami�. Wtym momencie �owca wysun�� d�o� do przodu, a ostrze jego ukochanego sztyletudosi�g�o gard�a wroga. Na bladej szyi pojawi�a si� krwawa kreska. Przez chwil�stali trzymaj�c si� w obj�ciach. Ch�opak m�g� ju� bezpiecznie patrze� w oczyw�a. Malowa�o si� w nich zdziwienie. Ale nawet umieraj�c, wampir pr�bowa� gooczarowa�.- UnuKalhai - zaszepta� imi� swojej gwiazdy.Gebrid� odtr�ci� go. Schowa� Nukira do pochewki przy pasku. Cia�o upad�o naschody. Przeskoczy� ponad nim i ruszy� na g�r�, wyci�gaj�c z kieszeni czarnejkurtki kr�tkofal�wk�.- Szater, odbi�r - zawo�a� nie zwalniaj�c. - Poziom pi�ty. Magazyny.Pchn�� drzwi i rzuci� si� biegiem przez korytarz, omal nie wywracaj�csprz�taczki. Otworzy�a ju� usta do wrzasku, ale zamar�a dostrzegaj�c bia�yprostok�t identyfikatora. Ch�opak przebieg� obok schowk�w na materia�y budowlanei �rodki czysto�ci. Zna� Berserick jak w�asn� kiesze�. Skr�ci�. Pchn�� czerwonedwuskrzyd�owe drzwi do magazyn�w. Tu zwolni�. Na br�zowej pod�odze le�a�pracownik Centrum. �owca pochyli� si�. Na szyi m�czyzny widnia�a niedu�asinoczerwona plamka. Pracownik by� martwy. Odrobina krwi splami�a palceGebrid�a. Rozgl�daj�c si� uwa�nie wytar� d�o� chustk�. Po obu stronach korytarzaby�y wej�cia. Przed si�demk� wyci�gn�� ze spodni kom�rk� i nacisn�� jedenklawisz. W pami�ci zapisany by� numer Olfsona, porozumiewali si� w ten spos�b oddawna.- Drajt - powiedzia� cicho. - Jestem na pi�tym. Wchodz� do si�demki. Sprawdzajz drugiej strony.Wn�trze rozleg�ego pomieszczenia o�wietlonego ostrym jarzeniowym �wiat�emwype�nia�y rz�dy r�nej wysoko�ci metalowych stojak�w. Wisia�y na nich g�stoupakowane, owini�te w folie ubrania. Na pod�odze wala�y si� pud�a, papiery,plastykowe taborety. Po przeciwleg�ej stronie by�o drugie wej�cie. Prowadzi�opoprzez ��cznik do lewego skrzyd�a budynku. Gebrid� zrobi� w jego stron� kilkakrok�w. Cisza miejsca nie zwiod�a go. By� czujny. Intuicja �owcy podpowiada�a,�e nie jest sam.Stw�r wy�oni� si� nagle spomi�dzy pude�. Sylwetk� przypomina� gada. Tu��w, r�cei nogi zdawa�y zlewa� si� w jedn� ca�o��. By� blondynem. Rzecz w�r�d w�y rzadkospotykana. Szczup�y i niewysoki, o nieharmonijnej budowie. Wpatrzy� si� wch�opaka mrocznymi, mimo jasnobr�zowego koloru oczami. Gebrid� odwr�ci� wzrok, aprzemieszczaj�cy si� szybko i bezszelestnie wr�g by� ju� przy nim. �owca zna�specyficzny spos�b poruszania si� wampir�w. Gdy tamten wy�oni� si� po prawejstronie, wykona� unik. Stali naprzeciw siebie.- Jeste� �owc�, w�ownikiem? - zaszepta� stw�r z md�ym u�miechem. -Rasalhague?Ch�opak unika� spojrzenia wroga. Wiedzia�, �e wampir chce go zafascynowa�chaldejskimi zakl�ciami. Nie nale�a�o rozmawia�. Jednak Gebrid� zawsze ucina�sobie pogaw�dki z wampirami. Wyci�gn�� sztylet.- Tak - odpar�. - A to jest Nukir - pokaza� w�skie ostrze. - Zab�jca w�y.Rzuci� si� do przodu. Wampir zrobi� unik i sykn�� przera�liwie. Sztyletprze�lizgn�� si� po jego ramieniu, a on pchn�� ch�opaka na stoj�ce obokwieszaki. �owca straci� r�wnowag� i pad� do ty�u, mi�dzy ubrania. Poderwa� si�natychmiast, ale wr�g ju� znika�. Ucieka�. Gebrid� ruszy� za nim. K�tem okadostrzeg� nagle ruch po swojej prawej stronie. W u�amku sekundy roztr�ci�wieszaki i zatrzyma� si� zdziwiony. Dziewczyna. Siedzia�a pochylona na jednym zpude�. Jasno blond w�osy opada�y na jej twarz. Drgn�a, ale nie podnios�a g�owy.Ramiona okryte sklepowym fartuchem kiwa�y si� delikatnie na boki. Na ods�oni�tejszyi widnia�a krwawa plamka. Zaskoczony wampir nie zd��y� wyssa� ofiary doko�ca. Ch�opak wpatrzy� si� w dziewczyn� piwnymi oczami. Schowa� Nukira.- Jeste�? - rozleg� si� dono�ny g�os od strony drzwi.- Tutaj! - odkrzykn��.Szater, cz�onek Bractwa �wi�tego Wyzwolenia wy�oni� si� zza wieszak�w. W d�onitrzyma� srebrn� strun� zako�czon� sk�rzanymi uchwytami.- Jest na ��czniku - rzuci� Gebrid� wskazuj�c wyj�cie.Starszy �owca zmarszczy� brwi. Sta� w miejscu. Spogl�da� na zatopion� w swoichmy�lach pracownic� Centrum.- Pobieg� na ��cznik. Id� tam - powt�rzy� ch�opak rozkazuj�cym tonem.Szater nie odpowiedzia�. Okr�ci� strun� wok� d�oni i ruszy� w stron�dziewczyny.- Spadaj - zawo�a� Gebrid� i popchn�� go.By� ni�szy ni� m�czyzna i sporo s�abszy. Szater zachwia� si� tylko. Jego oczyrozb�ys�y w�ciek�o�ci�.- Ty g�wniarzu! - wrzasn��.Odpl�ta� lew� d�o�. Zacisn�� j� w pi��.- Jakie� problemy? - zapyta� aksamitnym g�osem Drajt Olfson.Pojawi� si� znienacka. Cz�onek Bractwa �wi�tego Wyzwolenia powstrzyma� pi��Szatera i zmierzy� m�czyzn� niech�tnym spojrzeniem. Sam Olfson te� nie nale�a�do u�omk�w. Mia� trzydzie�ci dwa lata i 190 cm wzrostu. Mimo szczup�ej budowyby� silny. Wszyscy troje mieli przypi�te do ubra� identyfikatory ochrony budynkuz dodatkow�, czerwon� liter� W. Okre�la�y specjalizacj� grupy, kt�r� by�a obronapracownik�w i klient�w Berserick przed wampirami. Zadanie �owc�w nie polega�o nawalce mi�dzy sob�.- Tw�j kolega nie pozwala jej zabi� - rzuci� Szater wyja�niaj�co.Gebrid�, jakby na potwierdzenie jego s��w, przesun�� ku dziewczynie. Drajtzmierzy� ch�opaka rozdra�nionym spojrzeniem. Rzadko trafiali na �ywe ofiaryw�y. Ale wtedy nale�a�o je unicestwi�. Zanim nast�pi przemiana.- Uratuj� j� - powiedzia� Geb.- Za dob� ona b�dzie potworem, idioto - rzuci� ze z�o�ci� Szater i wskaza� nasrebrn� strun�.Sta� niepewnie. Drajt przesun�� si� w stron� ch�opaka. Jego mina wskazywa�a nato, �e jest gotowy broni� przyjaciela.- To nie moja sprawa. Niech was szlag trafi. - Szater skrzywi� si�. -Zawiadomi� o wszystkim szefa.Mia� na my�li Roda Bersericka p�ac�cego im za ochron� Marketu. Gwa�townieodtr�ci� jeden z wieszak�w.- Twoje pomys�y, Geb - powiedzia� przyja�nie Olfson, kiedy m�czyzna znikn��mi�dzy ubraniami - s� z dnia na dzie� coraz koszmarniejsze.Gebrid� pochyli� si� nad dziewczyn� i dotkn�� jej ramienia.- Idziemy.Unios�a g�ow�. Rozejrza�a si� z nieprzytomnym wyrazem twarzy.- S�ysza�am pi�kne s�owo - powiedzia�a.- Jak masz na imi�? - zapyta� ch�opak.- Nie mam imienia.Drajt niezadowolony pokr�ci� g�ow�.- Ju� nie wie jak si� nazywa. Wiesz na co nas nara�asz?II ORYGINALNY POMYS�Kiedy opuszczali Berserick, s�o�ce w�a�nie wychyla�o si� zza horyzontu. W Di-Torio zapachnia�o ch�odem i spalinami. Betonowa, dwudziestohektarowa pustyniaCentrum Handlowego rozci�ga�a si� przy po�udniowym ko�cu miasta. Zanim �owcy,wraz z potulnie pod��aj�c� za nimi dziewczyn�, na dobre opu�cili obj�ciaMarketu, szaro�� poranka ust�pi�a miejsca rze�kiemu �wiat�u pe�nego dnia.Drajt Olfson by� szatynem o w�osach opadaj�cych na ramiona. Jego przystojnatwarz cz�sto przybiera�a wyraz zm�czenia i zniech�cenia. Z zawodu by�dziennikarzem. W jego starej, zniszczonej torbie ze sprz�tem do fotografowaniaznajdowa�a si� dodatkowa, umieszczona z boku kiesze�. Wewn�trz ukrywa�a cienkiesrebrne ko�ki. Polowaniem na wampiry zajmowa� si� od kilku lat. Nienawidzi� ichw zimny, okrutny spos�b. W jednej z dzielnic Di-Torio mia� dziewczyn� o imieniuLuzja. Im wi�cej mia� z ni� problem�w, tym ch�tniej, aby wy�adowa� z�o��,walczy� z Rodem W�a. Gebrid� nie przypomina� go ani z wygl�du, ani zcharakteru. Mia� dwadzie�cia jeden lat, kr�tkie, z�otoblond w�osy i br�zoweoczy. By� niewysoki, kr�py, harmonijnie zbudowany. Na jego ustach cz�stopojawia� si� u�miech wyra�aj�cy zadowolenie z siebie i zaciekawienie �wiatem.Posta� ch�opaka wydawa�a si� emanowa� niematerialnym �wiat�em. Olfsonprzysi�g�by, �e gdy si� pojawia�, wok� robi�o si� nagle ja�niej i za to gopolubi�. Gebrid� studiowa� geologi�, czasem sprzedawa� wykopane przez innychkamienie p�szlachetne. Wampiry zwalcza� z zami�owania.W milczeniu wymin�li bram� prowadz�c� na parking dla pracownik�w i skierowalisi� w stron� b��kitnego forda Drajta. Dziewczyna nie odzywa�a si� zamy�lona.Mia�a be�owy sweter i kr�tk� br�zow� sp�dniczk�. Obcasy miarowo stuka�y ochodnik. Zanim wyszli z Berserick, Gebrid� zdj�� jej fartuch.- Nie b�dziesz wampirem - powiedzia� ch�opak z przekonaniem.Zignorowa�a go. Wcze�niej, podobnie jak wi�kszo�� mieszka�c�w Di-Torio, niewiedzia�a o istnieniu Rodu W�a. A teraz by�a zatopiona we w�asnym �wiecie.Drajt obserwowa� przyjaciela ze sceptycznym wyrazem twarzy.- Jeste� ciekawy, jak to jest, gdy kto� zmienia si� w potwora?- rzuci�otwieraj�c drzwi samochodu.- Nie - odpar� Gebrid�. Usiad� z dziewczyn� na tylnym siedzeniu. - Naprawd�uwa�am, �e mi si� uda. Dawno temu ludzie to robili. A �owca, na kt�regowyszkolisz niedosz�� ofiar�, nie ma sobie r�wnych.- Nie wierz wszystkiemu, co czytasz - mrukn�� Olfson.I komu ja to m�wi�, pomy�la� z rezygnacj�, cz�owiekowi, kt�ry miesi�c temuusi�owa� wyprodukowa� Kamie� Filozoficzny.Gebrid� wbieg� w�skimi schodami na czwarte pi�tro. Wszyscy, kt�rych znam,mieszkaj� na czwartym pi�trze, pomy�la�. Przed drzwiami z numerem 23 zerkn�� nazegarek. Si�dma. Wuj powinien by� w domu. Dzwonek zabrz�cza� przenikliwie,kr�tko. Ch�opak przytrzyma� go d�u�ej. I jeszcze raz. Drzwi otworzy�y si�gwa�townie ukazuj�c wysok� szczup�� posta� w kremowym szlafroku. Na twarzyElfonda Hegmeninga, m�czyzny po czterdziestce, o czarnych w�osach i oczach jakw�gielki, wida� by�o zimne, gro��ce wybuchem napi�cie. Na nosie mia� du�eokulary. Zajmowa� si� demonologi� i spirytyzmem. To on popchn�� zainteresowaniasiostrze�ca w rejony nadprzyrodzone. Nigdy sobie tego nie wybaczy�.- Kurwa twoja ma� - powiedzia� cicho. - Czemu ha�asujesz?Ch�opak w�lizgn�� si� do �rodka, a Elfond trzasn�� drzwiami.- Potrzebne mi...
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
WÄ…tki
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- juli.keep.pl
Impressionists and Impressionism (Art Ebook), ART EBOOKS
Imperial Japan - (William P. Litynski), ebooks, japan, history
Iain Moran - Eyes Wide Open - Lecture Notes, Ultimate Magic eBooks Collection
Ian Rowlands - Full Facts Book of Cold Reading, Ultimate Magic eBooks Collection
Il libro che la tua chiesa non ti farebbe mai leggere a cura di Tim C. Leedom & Maria Murdy, ebooks